Miłość po angielsku

Francuzi to romantycy, Hiszpanie pałają namiętnością, Niemcy są do bólu pragmatyczni. A Anglicy? Anglik to z jednej strony prawdziwy dżentelmen, uprzejmy, stonowany, a z drugiej pijany facet biegający po krakowskim rynku w przebraniu Supermena.

Ktokolwiek spotykał się z osobą innej narodowości wie, że stereotypy nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością. Czego więc spodziewać się po związku z Anglikiem? Odpowiedzi znajdziecie w poniższym artykule, napisanym przy współpracy ze znajomymi Polkami, których partnerzy i mężowie to właśnie Anglicy. Wszystkie statystki pochodzą ze strony gov.uk

Randki

Anglicy uchodzą za nieśmiałych i faktycznie niektórzy z nich lubią, kiedy to kobieta przejmuje inicjatywę, przynajmniej na początku znajomości. Umawiając się na randkę z Anglikiem, nie spodziewaj się jednak od razu miłości na całe życie. Anglicy późno decydują się na ślub i dzieci. Tzw. one night stands nie należą do rzadkości. Przed trzydziestką, a czasem nawet przed czterdziestką, Anglicy chcą się po prostu dobrze bawić i korzystać z życia. Kiedy przeciętny Polak zaczyna spłacać pierwszy kredyt, jego angielski odpowiednik imprezuje właśnie na Ibizie. Taki styl życia jest normą, choć dotyczy raczej klasy średniej i mieszkańców większych miast.

Wspólne mieszkanie

Załóżmy jednak, że Anglik chce się zaangażować i w końcu zamieszkujecie razem. Czego się spodziewać? Anglik na pewno nie będzie oczekiwał, że jego partnerka będzie całymi dniami sprzątała i gotowała. On też to potrafi, w końcu prawdopodobnie zaraz po szkole wyprowadził się od mamy (mieszkanie z mamą po dwudziestce byłoby kompromitacją). Nie czuje się również zobligowany do bycia głównym żywicielem rodziny, nie przeszkadza mu fakt, że jego partnerka jest lepiej wykształcona bądź więcej zarabia.

Podział obowiązków jest w angielskim domu czymś naturalnym, choć oczywiście kłótnie o to, kto częściej i więcej zmywa są nieuniknione. Trzeba też pamiętać o tym, że sobota, inaczej niż w Polsce, nie jest dniem sprzątania. Sprząta się raczej na bieżąco, weekendy zarezerwowane są na odpoczynek i dobrą zabawę.

Sport, piwo i koledzy

Nie ma przed tym ucieczki: Anglik musi chodzić do pubu z kolegami, oglądać piłkę nożną, rugby, krykieta, tenisa i przy okazji popijać piwo. Jest to częścią jego DNA i bez tego po prostu nie byłby sobą. Puby są dla nich tym, czym dla wielu Polaków kościoły, pełnią funkcję terapeutyczną. Chodzenie do pubu jest swego rodzaju rytuałem. W pubie można się zwierzyć, wyżalić, ponarzekać, poplotkować no i przede wszystkim świętować.

Anglicy z reguły nie są chorobliwie zazdrośni i nie mają nic przeciwko temu, by i ich partnerki dobrze się bawiły w towarzystwie swoich znajomych, dlatego też wieczorne wychodzenie i imprezowanie osobno jest na porządku dziennym.

Jedzenie

Anielskie śniadanie, o którym już wcześniej pisałam tutaj, nie różni się aż tak bardzo od naszego. Są jednak dwie rzeczy, których Anglicy nigdy nie jedzą rano, mianowicie ryby i parówki („Hot dogi na śniadanie?”). W grę nie wchodzą również naleśniki z serem na obiad („Deser na obiad?)

Decydując się na życie z Anglikiem trzeba przede wszystkim pamiętać o różnicy w ich rozumieniu słowa „obiad”. Nasz obiad zwykle składa się z dwóch dań i serwowany jest raczej w ciągu dnia. Angielski lunch to zwykle kanapka bądź sałatka, ewentualnie zupa. Ciepłą kolację i deser zjada się dopiero wieczorem, najwcześniej o 7. Dlatego też przystając na taki układ, musicie liczyć się z przykrymi konsekwencjami – bardzo szybkim przybieraniu na wadze.

Ślub i wesele 

Anglicy nie są narodem pobożnym, jedynie 10% społeczeństwa chodzi do kościoła, a tylko połowa populacji powyżej 16 roku życia decyduje się na zawarcie związku małżeńskiego. Ślub kościelny nie jest więc w Anglii oczywistością, dwie trzeci par bierze ślub cywilny, a następnie zaprasza najbliższą rodzinę i przyjaciół na skromny poczęstunek, a czasami tylko na lampkę szampana.

Z tych względów polskie śluby i wesela są dla Anglików nieco egzotyczne. Dziwi ich chęć zaproszenia rodziny, z którą właściwie nie utrzymuje się kontaktu, dziwi chęć wydania kilkunastu bądź kilkudziesięciu tysięcy złotych na jednodniową imprezę. Trudno im zrozumieć, że młodej parze trzeba ofiarować przynajmniej … zł, żeby „wesele się zwróciło”. U nich ślub i wesele przebiega raczej w kameralnej atmosferze, bez pompy i nadmiernego stresu. Do samej instytucji małżeństwa podchodzi się z dużą rezerwą, w końcu aż 40% ślubów kończy się rozwodem.

Życie rodzinne

Anglicy, w przeciwieństwie do niektórych Polaków, nie trzymają się kurczowo rodzinnego gniazda. Dosyć szybko usamodzielniają się, wyprowadzają z domu i żyją na własną rękę. Niedzielne obiadki u mamy właściwie nie mają miejsca, cała rodzina spotyka zwykle na Boże Narodzenie bądź podczas innych uroczystości.

Żadna angielska babcie nie poświęciłaby też swojej emerytury na opiekę nad wnukami. Wnuki co prawda są kochane i rozpieszczane, ale dziadkowie prowadzą jednak swoje, zwykle bardzo aktywne życie, często w innym kraju bądź nawet na innym kontynencie. Rodzice są więc zdani sami na siebie. Urlop macierzyński trwa zaledwie dziewięć tygodni, wtedy zakład pracy płaci 90% pensji. Następnie przez siedem miesięcy każdy, niezależnie do dochodu, dostaje około 500 funtów miesięcznie, co nie jest nawet połową najniższej krajowej. W związku z tym tylko jedna na dziesięć matek rezygnuje z kariery i opiekuje się dziećmi w domu.

Na koniec warto dodać, że posiadanie dzieci bez ślubu bądź tzw. rodziny patchworkowe, kiedy to dzieci z poprzedniego związku mieszkają z nowym partnerem/partnerką mamy lub taty również nikogo nie dziwią.

 

Oczywiście życie nie jest czarno-białe i nie każdy Anglik myśli i zachowuje się tak samo. Niektórzy krytycznie odnoszą się do angielskiej kultury i kierunku w jakim zmierza Wielka Brytania, inni, mimo upadku imperium, dalej mają poczucie wyższości (choć nigdy otwarcie się do tego nie przyznają). Wszystkie moje rozmówczynie są jednak zgodne co do jednego: warto dać Anglikowi szansę. Picie herbaty już nigdy nie będzie takie samo.